terminu. Proponuję wizytę i pomiar okien o godz. 8 rano. Monter nie może. Dziewiąta? Też nie wchodzi w grę. - Po 16, dobrze? Albo wieczorem. I niech pan nie dzwoni już do firmy, najlepiej do mnie bezpośrednio - mówi. Nic dziwnego - myślę - pewnie woli osobisty, szybszy kontakt i ma zlecenia aż do
powiedzonko przylgnęło do audycji - mówiło się "Szatan na antenie". Słowo "szatan" stało się synonimem czegoś fajnego, ciekawego, wyjątkowego. I właśnie tak Marceli chciałby prezentować swoją firmę. Taki ma szatański plan.Nazwa Pan Szatan jest jednak druga w kolejce. Początkowo Marceli
: mam tu fajną gazetę i wie pan co? Jest w niej o historii, o przyrodzie i ani słowa o polityce! Facet się roześmiał i kupił - śmieje się Ryszard. - Kiedyś zaczepiłem też Wietnamczyka. Nie wiem, czy w ogóle rozumiał, co do niego mówiłem, ale zapytał po polsku "ile?" i kupił. Anglicy też kupują
.Z rozkładu odpowiedzi mogłoby wynikać, że Panowie mieli większą skłonność do ubarwiania swoich CV niż Panie, jednak nasza próba nie była reprezentatywna, zatem nie możemy jednoznacznie wnioskować na populację Pań i Panów. Uznaliśmy jednak za interesujące pokazanie, że w tej konkretnej próbie - Panowie
przeprowadził badania sytuacji zawodowej matek małych dzieci. Badania te podzielone są na trzy części. Pierwsza z nich dotyczy reakcji pracodawcy i współpracowników na wiadomość o ciąży podwładnej/koleżanki, obaw i nadziei przyszłych mam, planów dotyczących życia zawodowego. Część druga dotyczy powrotu do pracy
linków internetowych z portalami o pracy - było ich około 200! - Większość ofert skierowana była do filmowców, komputerowców, specjalistów ds. mediów itp. Wysłałam 40 podań. Bez rezultatu - opowiada. - Obniżyłam więc oczekiwania. Ale i o kiepską pracę trudno w Berlinie. Pan szukający niańki dla
wystawa, nudziłybyśmy się w Warszawie - opowiadają. - Już w pierwszych dniach po otwarciu wystawy poznałyśmy mnóstwo ciekawych ludzi. Zadzwonił do nas menedżer Wojciecha Cejrowskiego z pytaniem, czy pan Wojciech nie mógłby u nas podpisywać swojej książki. Zgodziłyśmy się. No i najważniejsze. Liczymy, że
kraju inwestorów prywatnych. Wtedy polskich biznesmenów łatwo było przekonać. Nie znali się na wolnym rynku, nie potrafili obracać pieniędzmi. Trzeba było do nich mówić jak do dzieci: "Panie Kaziu, da nam pan sto milionów na pół roku. Zwrócimy panu dwa razy tyle". Pamiętałeś, jak ma na imię
- powstało sześć litografii. Pracował nad nimi trzy miesiące. Minął rok, od kiedy rzucił reklamę - miał kilka szkiców do dyplomu, zaległy czynsz i debet w banku. Czasami udało mu się zastąpić kolegę, który rysował do lokalnych tygodników. - Zadzwonili z galerii - wspomina Michał. - "Nie uwierzy pan